Po przegranym meczu z Piastem Gliwice (0:1) i kontrowersyjnych słowach Frediego Bobicia o braku charakteru u piłkarzy Legii, w środowisku piłkarskim zawrzało. Najmocniej zareagował Mateusz Borek, który nie zostawił suchej nitki na strategii niemieckiego dyrektora.
Publiczna krytyka zawodników przez człowieka zarządzającego sportową stroną klubu wzbudziła pytania o granice odpowiedzialności i stylu zarządzania. Borek nie tylko odrzucił ton wypowiedzi Bobicia, ale postawił mu pytanie, które w Legii powinno paść już dawno: kto sprowadził tych piłkarzy, których teraz tak otwarcie dezawuuje?
„To bałagan ubrany w korporacyjny sznyt”
Borek skrytykował nie tylko ton wypowiedzi Bobicia, ale i jej konsekwencje. Jego zdaniem dyrektor sportowy Legii sam powinien przyjąć część odpowiedzialności za kształt zespołu. Jeśli to on opiniował transfery, to teraz nie może uciekać od ich skutków, przerzucając winę wyłącznie na zawodników.
– Nie rozumiem słów Bobicia. On musi się uderzyć w pierś i odpowiedzieć sobie, ilu tych piłkarzy sam sprowadził. To jest bałagan ubrany w korporacyjny sznyt – ocenił dziennikarz. Takie podejście może, jego zdaniem, skutecznie zniechęcić agentów i utrudnić przyszłe ruchy transferowe.
W Legii nie ma miejsca na takie wypowiedzi
Borek zarzucił Bobiciowi brak wyczucia i strategicznego myślenia. Wskazał, że nie wypada osobie z takim stanowiskiem mówić, że „niektórzy zawodnicy nie mają jaj, by grać w koszulce Legii”. Takie słowa, w ocenie dziennikarza, nie tylko psują atmosferę w szatni, ale mogą obrócić się przeciwko samemu autorowi.
– Dzisiaj bawi się w Legię Warszawa. Niby na liście Hannoveru, ale z takimi wypowiedziami sam sobie komplikuje życie – skwitował Borek, nie kryjąc irytacji.
Legia, jako klub z najdłuższym stażem w Ekstraklasie po 1948 roku, przechodzi trudny okres. Ale dla takich instytucji kryzys to nie czas na spektakularne oskarżenia, tylko moment na decyzje — rozsądne, odpowiedzialne i ciche.