Były olimpijczyk, legenda białoruskiego narciarstwa, został uznany przez reżim za ekstremistę. Po udziale w protestach w 2020 roku Siergiej Dalidowicz musiał ratować siebie i rodzinę – uciekli do Polski, gdzie dziś próbują budować nowe życie. Choć w kraju był bohaterem sportowym, groziła mu kara więzienia. Teraz mieszka w Kościelisku i trenuje młodych biathlonistów.
Ucieczka przez Rosję i życie z dala od ojczyzny
Dalidowicz nie planował emigracji – decyzja zapadła dopiero miesiąc przed wyjazdem. Wraz z rodziną podróżowali do Polski przez Rosję, z niemal całym dobytkiem, zostawiając za sobą mieszkanie i wspomnienia. Udział w protestach, kontakty z niezależnymi mediami, a nawet symboliczny ubiór wystarczyły, by trafić na listę poszukiwanych. Status uchodźcy odebrał im możliwość powrotu. Życie w Polsce bywało trudne – najtrudniejszy był drugi rok, moment kryzysu i wątpliwości. „Dziś wiemy, że nie mieliśmy wyjścia” – przyznaje.
Nowe początki i sportowy powrót córki
Córka Siergieja, 21-letnia Daria Dalidowicz, zadebiutowała w Pucharze Świata w biathlonie. Wkrótce zamierza wystąpić o polskie obywatelstwo – razem z całą rodziną. Początkowo nie mogła trenować pod okiem ojca, co uniemożliwiało dalszy rozwój. Dziś trenuje w kadrze B, a brak obywatelstwa to ostatnia przeszkoda na drodze do igrzysk. Ojciec nadal nie może pracować z bronią, co komplikuje prowadzenie treningów. Mimo wszystko Dalidowiczowie czują się w Polsce jak w domu – choć nie mogą zapomnieć o tym, co zostawili za sobą.