Siłownie znów pełne. Styczeń przyniósł fitnessowy boom

Nowy rok przyniósł nie tylko symboliczne postanowienia, lecz także widoczne zmiany w miejskich klubach fitness. Polacy ruszyli tłumnie na siłownie, a branża przeżywa klasyczny styczniowy szczyt. Choć zjawisko powtarza się co roku, jego skala i struktura mówią sporo o kondycji społecznych ambicji. I o tym, jak szybko może opaść noworoczny zapał.

Chcemy schudnąć, ćwiczyć i jeść zdrowiej

Najpopularniejszym postanowieniem pozostaje redukcja masy ciała. Deklaruje ją 33 proc. Polaków, przy czym znacznie częściej mówią o niej kobiety niż mężczyźni. W grupie wiekowej 45–54 lata chęć zmiany wagi zadeklarowało aż 42 proc. osób, a wykształcenie także ma znaczenie – najwięcej motywacji wykazują osoby z dyplomem uczelni. Równolegle rośnie popularność zdrowego odżywiania i regularnej aktywności fizycznej, co tworzy klasyczny pakiet: dieta, ruch, konsekwencja. Tyle że ostatni punkt bywa najtrudniejszy.

Karnet? Od 49 do 600 zł miesięcznie

Boom na siłownie to również czas żniw dla branży. W styczniu frekwencja rośnie nawet o kilkadziesiąt procent, a cenniki oferują szerokie spektrum opcji – od budżetowych klubów po pakiety premium z sauną i basenem. Najtańsze karnety można znaleźć już od 49 zł miesięcznie, ale w większych miastach za dostęp do pełnej oferty trzeba zapłacić nawet 500 zł. Popularne są też wejściówki jednorazowe – kosztujące od 25 do 60 zł – które pozwalają przetestować miejsce bez długoterminowych zobowiązań.

Motywacja na papierze. Jak nie odpaść po trzech tygodniach?

Regularność to klucz – i właśnie jej najczęściej brakuje noworocznym entuzjastom. Psycholodzy zalecają, by cele nie pozostawały w sferze deklaracji, lecz zostały zapisane i rozbite na mniejsze etapy. Wtedy łatwiej o utrzymanie tempa, a każdy drobny sukces wzmacnia przekonanie, że warto było zacząć. Najtrudniej, gdy cel wydaje się odległy, a pierwsze efekty nie przychodzą natychmiast. Dlatego – zanim zrezygnujemy z karnetu – warto przypomnieć sobie, po co w ogóle weszliśmy na tę siłownię.