Dro Fernandez opuszcza akademię Barcelony i przechodzi do Paris Saint-Germain, mimo że dopiero co zadebiutował w pierwszej drużynie. Dla trenera Hansiego Flicka to cios – nie tylko sportowy, ale i emocjonalny. Niemiec nie kryje wściekłości, podkreślając, że chce pracować z zawodnikami, którzy „mają barwy Barcelony w sercu”.
La Masia traci kolejnego wychowanka
Akademia, która wychowała Messiego, Iniestę i Xaviego, od lat boryka się z odpływem talentów. Fernandez, mimo młodego wieku, dołączył do coraz dłuższej listy piłkarzy, którzy postanowili szukać szans gdzie indziej. Oficjalnym powodem jego odejścia ma być większa szansa na grę w Paryżu – choć wszyscy wiedzą, że oferta finansowa również miała znaczenie. Flick zareagował ostro, zarzucając dorosłym otaczającym młodych zawodników, że wpływają na ich decyzje kosztem rozwoju sportowego.
Historia zatacza koło – powroty bywają kosztowne
Barcelona już wcześniej traciła piłkarzy, by później… odkupywać ich za miliony. Dani Olmo, Eric Garcia czy Cesc Fabregas – wszyscy odeszli jako nastolatkowie, by wrócić jako drogie transfery. Nie wszystkim jednak wyprowadzka się opłaciła. Przykłady Ilaixa Moriby czy Marca Guiu pokazują, że kariera potrafi wyhamować, zanim na dobre się rozpędzi. A sam klub wciąż zmaga się z problemem: jak zatrzymać młode talenty, gdy nie może zapewnić im regularnej gry i atrakcyjnych kontraktów.
La Masia to więcej niż szkoła. To styl, który wymaga cierpliwości
Barcelona buduje tożsamość na „tiki-tace”, na cierpliwym uczeniu gry pozycyjnej od najmłodszych lat. Fernandez, podobnie jak wcześniej Pique czy Fabregas, uznał jednak, że nie może czekać. Dziś priorytetem młodych zawodników coraz częściej staje się szybki rozwój i szybkie pieniądze. Tylko nieliczni – jak Iniesta czy Busquets – potrafili przetrwać trudy dojrzewania w cieniu wielkich nazwisk. A przecież historia uczy, że czasem warto zostać – nawet jeśli trener daje tylko 148 minut w sezonie.