Wywiad Dariusza Mioduskiego dla zagranicznego portalu beIN Sports miał być okazją do przedstawienia wizji rozwoju Legii Warszawa. Tymczasem stał się kolejnym dowodem na brak refleksji, konkretów i realnego kontaktu z sytuacją klubu, który zimę spędził w strefie spadkowej.
Bajki o sukcesie w cieniu kryzysu
Zamiast przyznać się do błędów i jasno ocenić przyczyny upadku sportowego Legii, Mioduski snuje opowieści o dominacji, strukturach i planach awansu do Ligi Mistrzów. Wypowiedzi o „wszystkim, co potrzebne do sukcesu” stoją w jaskrawej sprzeczności z faktami – drużyna nie wygrała meczu od września, odpadła z Pucharu Polski i europejskich pucharów, a za kadencji właściciela zmieniano trenerów trzynaście razy. Niepokoi brak jakiejkolwiek autorefleksji – nawet symbolicznego „zawaliłem”, którego oczekiwaliby kibice. Mioduski tymczasem stawia na PR – tyle że już nie w Polsce, lecz za granicą.
Bez konfrontacji, bez zmian
Miejsce publikacji wywiadu nie jest przypadkowe – portal powiązany z prezesem PSG to dla Mioduskiego wygodna platforma, pozbawiona trudnych pytań i niewygodnych faktów. W rozmowie brakuje odniesienia do wyników, chaosu organizacyjnego czy ciągłych roszad personalnych. Zamiast tego mamy recykling sloganów o nieprzewidywalności sportu i uczeniu się na błędach – tych samych, które właściciel Legii powtarzał cztery lata temu, gdy klub również balansował na krawędzi spadku. To nie wizja, to stagnacja w pętli deklaracji bez pokrycia.
Utracona wiarygodność
– „Traktujemy ten sezon jako bolesną lekcję” – mówi Mioduski. Problem w tym, że tych „lekcji” było już zbyt wiele, a ich efektem nie jest poprawa, lecz pogłębienie kryzysu. Realne działania ustępują miejsca autopromocji, a klub dryfuje bez strategii. Właściciel najwyraźniej wciąż woli błyszczeć niż budować – pytanie, jak długo jeszcze kibice będą gotowi za to płacić.