Magdalena Fręch pożegnała się z Australian Open. Emocje, deszcz i brutalna końcówka

Magdalena Fręch miała swoje momenty, miała też szanse, których nie wykorzystała – i właśnie dlatego mecz z Jasmine Paolini w drugiej rundzie Australian Open pozostawia niedosyt. Polka walczyła, ale jej największym przeciwnikiem okazały się nie tylko deszcz i wiatr, lecz także brak precyzji w kluczowych momentach.

Pogoda jak przeciwnik, ale szansa nie została wykorzystana

Od pierwszych wymian tempo dyktowała Włoszka. Paolini szybko objęła prowadzenie 4:1, a Fręch nie potrafiła znaleźć rytmu. Chwilowa przerwa spowodowana ulewą mogła przynieść przełom – ale nie przyniosła. Polka przełamała co prawda rywalkę, jednak jej gra pełna była błędów, szczególnie przy własnym serwisie.

36% wygranych punktów po pierwszym podaniu przy 75% skuteczności Paolini mówi wszystko. Do tego aż 20 niewymuszonych błędów – w meczu z tenisistką z wielkoszlemowymi finałami to statystyka, która nie zostawia złudzeń. Pierwszy set padł łupem Włoszki 6:2.

Zadaszenie nie pomogło, precyzja nadal kulała

Druga partia rozpoczęła się w nowych warunkach – po kolejnym deszczu mecz przeniesiono na John Cain Arena. Fręch przełamała jako pierwsza i prowadziła 1:0, co tchnęło nadzieję. Ale halowe warunki nie rozwiązały problemu – Polka nadal regularnie wyrzucała piłki poza kort. Włoszka trzymała swoje tempo i wykorzystywała każdą pomyłkę rywalki.

Jeszcze raz Fręch wróciła do gry, redukując stratę z 1:4 na 3:4. Gdy serwowała po wyrównanie, wszystko mogło się zmienić. Ale wtedy przyszła seria błędów i przełamanie. W decydującym gemie Paolini zamknęła spotkanie, pozostawiając Fręch z frustracją i pytaniami, co można było zrobić inaczej.

Włoszka zagra w kolejnej rundzie z lepszą z pary Iva Jovic – Priscilla Hon. Magdalena Fręch żegna się z turniejem, choć miała w tym meczu przynajmniej dwa momenty, które mogły potoczyć się zupełnie inaczej.