Czym właściwie różni się 24-letnia kobieta od tej, która skończyła 25? W przypadku jednej z brytyjskich siłowni — dostępem do przestrzeni w godzinach największego obłożenia. Nowa polityka klubu Bodies in Motion w Lancashire spotkała się z gwałtowną reakcją internautów. I trudno się temu dziwić.
Nowy regulamin jak z epoki kastowej
W tygodniu między 16 a 19 siłownia dostępna jest wyłącznie dla kobiet w wieku od 12 do 24 lat, a po godzinie 19 — tylko dla mężczyzn. Osoby, które nie mieszczą się w tych ramach, mogą co najwyżej przeczekać — najlepiej poza budynkiem. Na pytania klientek o motywacje takiego podziału, placówka tłumaczyła się chęcią stworzenia komfortowej przestrzeni dla młodszych użytkowniczek. Komfort ten, jak wynika z narracji, najwyraźniej znika w obecności trzydziestolatek lub mężczyzn.
Ograniczenie dostępu na podstawie wieku i płci wywołało falę oburzenia. Kobiety, które dotąd regularnie korzystały z obiektu po pracy, z dnia na dzień straciły możliwość ćwiczeń w dogodnych porach. Nie brakuje też głosów, które pytają wprost: czyje potrzeby są tu naprawdę brane pod uwagę — użytkowniczek czy działu PR?
Dyskryminacja pod pozorem „dedykowanej przestrzeni”
Internautki nie zostawiły na decyzji suchej nitki. „To jest jawna dyskryminacja” — pisały. Nie brakowało głosów wskazujących, że działania siłowni są próbą dopasowania się do idealizowanego wizerunku „młodej i modnej klientki”, przy jednoczesnym wypchnięciu starszych kobiet i mężczyzn na margines. Jedna z komentujących podsumowała: „Wyobraź sobie, że masz 12-letnią córkę i chcesz ją wprowadzić w ćwiczenia, ale jesteś za stara, by z nią pójść”.
W dodatku personel nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć, jak nowe zasady będą egzekwowane. Czy klientka będzie musiała okazywać dowód? A jeśli tak — czy obsługa ma kompetencje, by rozstrzygać spory o wiek i płeć? Brakuje logiki, przejrzystości i — przede wszystkim — szacunku do wszystkich użytkowników.
Głos mężczyzn? Kompletnie pominięty
W medialnym szumie wokół sprawy dziwi jedno — kompletna nieobecność mężczyzn w narracji o wykluczeniu. Po godzinie 19 siłownia otwiera się tylko dla nich, a przez resztę dnia pozostają niemile widziani. Dla wielu to oznacza brak realnej możliwości skorzystania z usług, mimo opłaconego członkostwa. W dyskusji zabrakło miejsca na pytanie, dlaczego kompletną grupę użytkowników wykluczono z godzin popołudniowych, czyli tych, które większość osób pracujących uznaje za jedyne dostępne.
Wrażenie jest jednoznaczne: placówka dzieli użytkowników na pożądanych i zbędnych. A wszystko to pod pozorem „dostosowania się do potrzeb”. Pytanie tylko — czyich potrzeb tak naprawdę?