18-letni Tomasiak błyszczy na tle kryzysu. „Przykrywa marazm polskich skoków”

W polskich skokach narciarskich trwa okres przejściowy – zbyt długi, by nazywać go tylko chwilową zadyszką. W Falun jedynym promieniem nadziei okazał się 18-letni Kacper Tomasiak, który mimo młodego wieku potrafił wskoczyć do czołówki i przypomnieć kibicom, że w tym sporcie wciąż może się coś wydarzyć.

Młodość daje nadzieję, doświadczenie trzyma w ryzach

Biało-Czerwoni zdobyli dotąd zaledwie 167 punktów do klasyfikacji Pucharu Świata. Najlepszy wynik to 12. miejsce Kacpra Tomasiaka, który swoim występem uratował polski bilans w Falun. Obok niego solidnie zaprezentował się jeszcze Kamil Stoch – jedyny z weteranów, który nie spuszcza głowy. „Cieszę się, że Kacper błyszczy, bo od dawna czekałem, aż młodzież zapuka do poważnych rozgrywek. Jego sukcesy przykrywają jednak marazm polskich skoków” – mówi były trener kadry Kazimierz Długopolski.

Zmiana trenera nie przyniosła efektu

Po odejściu Thomasa Thurnbichlera i awansie Macieja Maciusiaka oczekiwano przełomu. Atmosfera w drużynie miała się poprawić, a wyniki – ruszyć w górę. Tak się jednak nie stało. „Projekt Thurnbichlera się wypalił, ale nowy impuls nie zadziałał. Liczyłem, że będzie lepiej” – przyznaje Długopolski, który od lat obserwuje z bliska rozwój reprezentacji. Kibice pozostają wierni, choć świadomość, że o medale igrzysk we Włoszech będzie trudno, staje się coraz bardziej oczywista.

Światełko w tunelu przed olimpijską zimą

Wśród zawodników tylko Tomasiak i Stoch prezentują stabilną formę, reszta szuka rytmu i pewności siebie. Największym rozczarowaniem jest Aleksander Zniszczoł, którego forma kompletnie się załamała. „Na razie walka o podium wydaje się niemożliwa, ale zawsze warto wierzyć. W sporcie zdarzały się rzeczy niemożliwe” – podkreśla Długopolski, przypominając, że to właśnie z takich momentów rodzą się historie, o których potem mówi się latami.